Sylwester 2011r.

31 stycznia a ja zaczynam pisać świadectwo z zabawy sylwestrowej...Czasami jednak warto dac sobie troche czasu...aby opadły pierwsze emocje...
Po miesiącu,juz całkiem na chłodno....pisze...
DZIĘKUJE WAM KOCHANI !!!
...za najwspanialszego Sylwka w życiu !
Organizacja - Pierwsza Klasa !
Wszystko było przemyślane,dograne i doprawione....
I choć mielismy (z mężem) świadomość bycia "piątym kołem u wozu" to spotkaliśmy się z rodzinną serdecznością....
Ale od początku...
Należymy od 2 lat do Domowego Kościoła w Niemczech (krąg przy Carlsbergu).W Polsce (w Częstochowie) zwykle spedzamy Świeta...i w tym roku spontanicznie przyszła mi myśl aby przeżyć Sylwestra we wspólnocie...Powiem szczerze, że na początku brałam pod uwage inne "zgromadzenie" ale w pore zaświeciła mi się lampka..."Przecież jesteście w DK !"
Poszukalismy z meżem strony internetowej i tak trafiliśmy do...PRZEMIŁEJ Joli P.(pozdrawiam...),która obiecała nas gdzieś jeszcze "wcisnąć"...(dodam, że to była środa a Sylwester w sobote...).
Z Bożym błogosławieństwem udało się nam podrzucić dzieci (jedno u babci Jasi 100km dalej a dwójkę u babci Krysi w Częstochowie...) i tak tylko we dwoje (ewenement !) stawiliśmy się na ulicy Dobrzyńskiej w Domu Rekolekcyjnym Ruchu Światło-Życie...Obecność Patrona, Jezusa Miłosiernego utwierdziła w nas przekonanie, że to Pan Bóg zrobił nam tę niespodziankę (postać Jezusa Miłosiernego i orędzie Miłosierdzia jest naszej rodzinie szczególnie bliskie...). A skoro Pan Bóg "maczał" w tym Swoje Święte Palce ... wszystko musiało być przecież doskonale.....I takie mamy własnie wspomnienie...
Cieszymy sie, że choć byliśmy wsród Was nowi i nieznani... to mieliście ochote sie z nami bawić, rozmawiać, śmiac sie i wygłupiać...
Cieszymy sie na wspomnienie tylu małżeństw, które wspólnie podążają życiowym powołaniem i nie poddaja się obecnym trendom "singli" i "wolnych" rozwodników...
Cieszymy sie z posługującego w Domu kapłana... bo ze zwykłego budynku uczynił prawdziwa Oaze Serdeczności...
CHWAŁA, kochanemu, PANU!
Powinnam jeszcze coś dodać...
Pierwszy raz w zyciu przeżywaliśmy z mężem całkowicie bezalkoholowego Sylwestra...i byłam przekonana, że mój partner nie ośmieli się wyjść na parkiet bez drinka "na odwage"...(przewidywałam, więc raczej podpieranie scian ... ewentualnie niekończace się dialogi przy stoliku...)... Mój współmałżonek natomiast PORYWAŁ mnie do tańca jak szalony...bez cienia skrępowania... Co mu "szumiało" w głowie ?....Może..."Boża radość jak rzeka...."
Panie,który uwalniasz nas z więzów własnych ograniczeń.... BĄDŹ UWIELBIONY !!!
                                Alicja i Marek Szymanowscy