Rekolekcje wakacyjne - OAZA I st. w Sopocie 2005

Świadectwa 
Rekolekcje wakacyjne - OAZA I st. w Sopocie
Bóg czekał na nas w tym właśnie miejscu.
W życiu nie ma przypadków, gdy chodzi o wydarzenia zbliżające nas do Boga. Teraz, z perspektywy czasu, gdy spoglądam na czas wakacyjnej oazy, ta właśnie myśl nabiera wymiary pełnej prawdy. Od trzech lat należymy do Domowego Kościoła, rodzinnej gałęzi Ruchu Światło - Życie, jednak dopiero w tym roku zdecydowaliśmy się na uczestnictwo w formacyjnej oazie pierwszego stopnia. Nie jest łatwo podjąć decyzję o wyjeździe na aż 15-dniowe rekolekcje, wymagające pewnej dyscypliny czasowej i dostosowania się do określonego rytmu spotkań, odbywające się ponadto w samym środku wakacji. Chyba dość trudna jest do pokonania świadomość, że nie będzie to tradycyjny "luzacki" urlop z pełną możliwością dysponowania czasem, mnożą się także pytania związane z dziećmi: czy odnajdą się w nowych okolicznościach, zaakceptują taką nietypową formę wakacji? Z drugiej strony wiedzieliśmy, że taki czas spędzony na prostowaniu ścieżek wiodących do Boga jest potrzebny każdemu małżeństwu, każdej rodzinie, bo przecież jest ona bliżej siebie o tyle, o ile jest bliżej Boga. Każdy z nas zagubiony wewnętrznie przez pośpiech i stres codziennego życia potrzebuje też duchowego odrodzenia, zwłaszcza mnie potrzebna była taka duchowa regeneracja po bardzo trudnym roku pracy, a przecież to, co po ludzku jest tak trudne do osiągnięcia, staje się możliwe tylko w bliskości Boga. I z tą myślą wypłynęliśmy na głębię dwutygodniowej oazy.
Przekonałam się wielokrotnie, że tam, gdzie ma się wydarzyć coś dobrego, coś ważnego dla zbawienia człowieka, tam pojawiają się nieprzewidziane trudności...Mąż do końca nie wiedział, czy otrzyma obiecany urlop, droga do Sopotu, miejsca naszych rekolekcji, okazała się 12-godzinną męczarnią w upale i korkach, a pierwsze dni pobytu wypełniła frustracja związana z adaptowaniem naszych oczekiwań do zastanej rzeczywistości, nieco innej od wcześniejszych wyobrażeń. Momentem przełomowym okazał się dzień peregrynacji relikwii św. Tereski z Lisieux, która ku naszej radości i zdziwieniu podążyła za nami z Częstochowy i dogoniła właśnie w miejscu rekolekcji. Wraz z jej przybyciem odmienił się mój sposób przeżywania oazy. Odczułam, że tu i teraz jest mi dany prawdziwy "talent", który muszę pomnożyć i wykorzystać dla swojego małżeńskiego i rodzinnego dobra.
Zrozumiałam, że wszystko, co przychodzi nam łatwo, zbyt łatwo, nie jest wartościowe. To, co zdobywamy, pokonując pewne trudności, decydując się na wyrzeczenia, jest najbardziej cenne. I tak właśnie jest z czasem rekolekcji, teraz mogę z całą pewnością dodać - błogosławionym czasem. Ofiarowaliśmy Bogu swój letni wypoczynek, możliwość dysponowania każdym dniem, zmagaliśmy się z obiektywnymi i subiektywnymi trudnościami, a Pan Bóg nam to stokrotnie wynagrodził.
Czas był zorganizowany, ale dzięki temu wykorzystany do maksimum. W ciągu jednego dnia znalazło się miejsce i na wspólną Mszę św. i na rozmowy ewangelizacyjne, na poranną jutrznię i na wieczorną szkołę modlitwy, na dzielenie się życiem przy kawie i herbacie oraz na pełne radości i zabaw pogodne wieczorki, na wspólne plażowanie nad sopockim morzem lub rodzinne wycieczki do niezwykłych miejsc Trójmiasta, na smaczne, domowe posiłki oraz na adorację i Maryjny apel. Słowem coś dla ducha i coś dla ciała.
Baliśmy się, że nie wypoczniemy, ale, o dziwo, wypoczęliśmy, mimo wielu zajęć i obowiązków związanych z dziećmi. Warunkiem wypoczynku okazało się bowiem nie bezustanne plażowanie, ale stan ducha, zawdzięczany obecności wspaniałych osób, atmosferze radości, życzliwości, bliskości Boga oraz otworzeniu się wszystkich na działanie Ducha Świętego. Baliśmy się o to, czy dzieci nie będą się nudzić - ku radości wszystkich dwadzieścioro naszych mniejszych i większych pociech z różnych stron Polski stworzyło tak wspaniałą wspólnotę, umiejącą razem i bawić się, i śmiać się i modlić, a także nawzajem sobą opiekować, że nasze dzieci wcale nie chciały się z nikim rozstawać, gdy przyszedł moment wyjazdu.
Na moich oczach powstawała też niezwykła wspólnota dorosłych, co uważam za jeden z najważniejszych darów rekolekcji. Z każdym dniem kilkadziesiąt w większości nie znających się osób czuło się coraz bardziej , tak naprawdę, jedną wielką rodziną, z każdym dniem wypełniała nas coraz większa radość, życzliwość, jedność myśli i uczuć. Czuliśmy nad sobą uśmiech Pana Boga, a może to po prostu On zamieszkał w naszych sercach? O sile tej wspólnoty może świadczyć fakt, że zapragnęliśmy spotkać się raz jeszcze. Miesiąc po zakończeniu oazy miał miejsce jakby jej epilog: dwanaście rodzin z Częstochowy i jej okolic, z Tarnowa i Lublina ponownie cieszyło się swą obecnością podczas wspomnieniowego wieczornego spotkania przy ognisku, a następnie w czasie powakacyjnego Dnia Wspólnoty. Ta świadomość przynależności do zjednoczonej Bogiem wspólnoty rodzin jest dla mnie wielkim darem od Niego.
Inny wspaniały dar tych rekolekcji to możliwość odnowienia i "odkurzenia" swojego małżeństwa, które co jakiś czas potrzebuje uzdrawiającego zastrzyku wiary i miłości. Przekonałam się też, jak wielką wartością jest dobra spowiedź - prawdziwy remont sumienia, który pozwala zapalić Panu Bogu w duszy "zielone światło".
Oaza rodzin to jednak przede wszystkim czas, kiedy można rzeczywiście do syta ładować akumulatory swojej wiary tak, aby pozwalały ciągle do Boga powracać, gdy pochłonie nas wir codziennych obowiązków, pracy i problemów. To taki czas, kiedy się jest jakby jedną nogą w niebie. Takie obrazowe porównanie odzwierciedla właśnie stan duszy, który powstaje poprzez otwarcie się na Boga i na ludzi, poprzez których On działa w naszym życiu. Podziwiałam wspaniałą parę animatorską, Anię i Tadzia, zaangażowanie młodego księdza Zbyszka, moderatora oazy, mądrość i dojrzałość kleryka Marcina, niezwykłość i piękno życia rodzin, które przyjechały razem z nami. Uczyłam się od nich mądrości, głębi wiary, życzliwości, szczerości i postępowania z dziećmi. Dziękuję też Bogu za zwykłe, "przyziemne" dary: piękno nadmorskiego krajobrazu, gdzie morze i góry stopiły się w jedno, sprzyjającą nam pogodę, odkrywanie ciekawych miejsc, wspólne wyjazdy, wycieczki i plażowanie, dobre jedzenie i poczucie humoru wszystkich uczestników oazy. Wszyscy znamy słowa popularnej, ogniskowej piosenki "Dym z jałowca" : "Żeby była taka noc, kiedy myśli mkną do Boga, żeby były takie dni, gdy się przy nim ciągle jest". Te pragnienia spełniają się właśnie podczas oazy Domowego Kościoła. Teraz, patrząc na ten moment naszego życia, mogę z całą pewnością stwierdzić, że Bóg czekał na nas w tym właśnie miejscu, w tym czasie i wśród tych ludzi.
Agnieszka Grudzińska