Świadectwo nawrócenia

Mam na imię Andrzej, jestem szczęśliwym mężem i ojcem trójki dzieci. Chciałem podzielić się z Wami moim świadectwem nawrócenia. Dokonało się ono 12 lat temu w warunkach niecodziennych. Ale zanim o tym opowiem kilka słów jak wyglądało moje wcześniejsze życie. Byłem letnim katolikiem, co prawda chodziłem do kościoła w niedzielę, ale nie miałem osobowej relacji z Bogiem. Moja wiara była powierzchowna, do komunii przystępowałem 2 - 3 razy w roku. Poczucie bezpieczeństwa dawała mi dobrze płatna praca, więc ufność pokładałem nie w Bogu, ale w pieniądzach i może jeszcze w drugim człowieku. Żyłem bez kręgosłupa moralnego, dlatego w pracy wykonywałem polecenia szefa bezrefleksyjnie. A że nie wszystko co robiłem było uczciwie, przyszedł czas, że zostałem aresztowany i trafiłem do więzienia.

Życie mi się zawaliło. Wszystkie plany, rodzina, praca zostały mi w jednej chwili zabrane. Trafiłem do miejsca, które totalnie mnie przytłoczyło. Znalazłem się w obskurnej ciasnej celi z drzwiami bez klamki, z małą umywalką z zimna wodą i wychodkiem zagrodzonym cienka dyktą. Musiałem od nowa uczyć się życia. Poczucie pozbawienia wolności i decydowania o sobie, ogromny stres i tęsknota za żoną i dziećmi spowodowały, że popadłem w depresję. Nie mogłem spać ani jeść, w tej bezsilności chciałem skończy ze sobą. Byłem u psychologa więziennego, ale nic mi nie pomagało. W tej rozpaczy zacząłem modlić się do Boga i prosiłem o cud, aby mnie stąd zabrał. Czas płynął bardzo wolno, więc miałam dużo czasu, aby przemyśleć swoje dotychczasowe życie. Uświadomiłem sobie, że przez moje grzeszne czyny naraziłem nie tylko siebie, ale i moją rodzinę na obecne trudności. Bardzo martwiłem się o moją żonę, jak sobie sama poradzi beze mnie. Czułem się brudny grzeszny i nikomu nie potrzebny. Myślałem też, że nie zasługuję na miłość Bożą, bo zawiodłem Boga. I któregoś dnia kiedy chodziłem po celi zauważyłem nad drzwiami obrazek. Przez ten cały czas nie rzucił mi się w oczy. Była na nim  twarz Jezusa. Podszedłem bliżej i zobaczyłem jak Pan patrzy na mnie. Pod spodem dostrzegłem napis "Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od Ciebie" Spojrzałem jeszcze raz w oczy Jezusa i nagle poczułem się napełniony Bożą miłością, aż dreszcz przeszedł mi po plecach. Czułem się bardzo szczęśliwy i bezpieczny. Stres i skurcz żołądka, który towarzyszył mi od początku zamknięcia, nagle ustąpił. Jezus dał mi poznać, że bardzo mnie kocha i zaopiekuje się moja rodziną. W kolejnych dniach zacząłem odczuwać wielki głód pogłębiania wiary. Moja edukacja religijna była na poziomie bardzo podstawowym. Wypożyczałem od ks. kapelana książki religijne, zacząłem też czytać Pismo Święte i wyspowiadałem się. Raz na 2 tygodnie w środy mogliśmy chodzić do kaplicy na Mszę św. Pamiętam jak przeżywałem Eucharystię. Każde słowo, które wypowiadał kapłan powodowało ciarki na plecach. Odkrywałem jak piękna i głęboka jest Msza święta. Odczuwałem też dużą potrzebę modlitwy. Zacząłem modlić się m.in. Koronką do Bożego Miłosierdzia. Pamiętam jak któregoś dnia, kiedy modliłem się Koronką, patrząc na obrazek z Panem Jezusem Miłosiernym, w pewnej chwili przez otwarte okno wpadł promień słońca i rozświetlił centralnie serce Pana Jezusa. To był niesamowity znak Jego obecności przy mnie.

Innym razem, również podczas modlitwy Koronką, patrząc na oblicze Jezusa Miłosiernego poczułem nagle tak silną miłość i obecność Jego, że aż ze szczęścia łzy zaczęły płynąć mi po policzkach. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Było to tak silne przeżycie, któremu towarzyszyło ogromne szczęście, że w tym momencie chciałem umrzeć i złączyć się z Jezusem już na zawsze. Przez kolejne godziny nie mogłem dojść do siebie. Cały czas czułem silną obecność Pana w moim sercu. I pomimo zamknięcia czułem się naprawdę wolnym człowiekiem. Po wyjściu musiałem zmierzyć się z nową rzeczywistością. Byłem bez pracy i środków do życia. W tym czasie Pan Bóg dał nam trzecie dziecko. Po ludzku można było się mocno martwić jak sobie poradzimy. Ale miałem w sobie dziecięce zaufanie, w to że Jezus nas nie zostawi. I nie zawiodłem się. Doświadczaliśmy wielkiej życzliwości od ludzi. Dostawaliśmy ubrania i inne potrzebne rzeczy. Zdarzyło się raz, kiedy miałem ostatnie 10 zł i poszedłem do sklepu po jedzenie, że doświadczyłem dziwnej sytuacji. Przy kasie, kiedy chowałem resztę do portfela zauważyłem, że znajduje się tam kolejne 10 złotych, których wcześniej nie miałem. Pan troszczył się o nas i w ten sposób.

W niedługim czasie dostałem pracę w wydawnictwie katolickim. Jest to o tyle wyjątkowe, że wcale jej tam nie szukałem. Lepszej pracy nie mogłem sobie wymarzyć. Mogę teraz z radością pracować przykładając swój palec w szerzeniu Królestwa Bożego.

Pan Bóg zatroszczył się dla mnie o dalszy rozwój duchowy i postawił na mojej drodze Domowy Kościół. Wraz z moją małżonką jesteśmy w nim od 5 lat. Odkryłem w tej wspólnocie wielkie dobrodziejstwo jakie ona proponuje, a mianowicie zobowiązania. Właśnie one są dla mnie niesamowitą pomocą w utrzymywaniu świeżej i osobowej relacji z Bogiem. Codzienna modlitwa osobista, czytanie słowa Bożego, czy namiot spotkania bardzo mi pomagają i umacniają moją wiarę. Tak jak wspominałem na początku moje nawrócenie rozpoczęło się 12 lat temu i jest to ciągły proces dojrzewania do świętości. Ale mogę już zauważyć owoce obecności Boga w moim życiu. Pan uwolnił mnie z nałogu pornografii, którą byłem zniewolony od młodych lat, uzdrowił relacje w moim małżeństwie, które zaczęło się mocno psuć, a przede wszystkim wlał pokój do mojego serca.

Kiedyś miałem dobrze płatną pracę, ale ciągle bałem się jej utraty. To pieniądze dawały mi poczucie bezpieczeństwa. Teraz żyję skromniej, ale jestem szczęśliwym i pełnym pokoju człowiekiem. Poczucie bezpieczeństwa daje mi Bóg. A kiedy pojawią się czasem trudne chwile,  przychodzi zwątpienie i brak wiary w obecność i miłość Jezusa, On przypomina mi pamiętne słowa z księgi Izajasza  " Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od Ciebie".

Świadectwo dane na Jasnej Górze 11 kwietnia 2015 r.
na czuwaniu Domowego Kościoła archidiecezji częstochowskiej