Rekolekcje Wakacyjne 2009 Oaza II st. w Maniowach

Rekolekcje Rodzin Domowego Kościoła II st. w Maniowach k/Czorsztyna 18-31 lipiec 2009

 

    Niech będzie uwielbiony Bóg w Trójcy Jedyny za dar przeżytych rekolekcji. Całkowicie zawierzyliśmy ten czas i wszystkich uczestników Panu Bogu i Matce Bożej. Czuliśmy obecność i prowadzenie Ducha Św. Urokliwe miejsce domu rekolekcyjnego z widokiem na Jez. Czorsztyńskie i Tatry oraz spotkanie znajomych animatorów, rodzin, księży i siostry zakonnej były dla nas wspaniałym darem Bożym tych rekolekcji. Najważniejszym przeżyciem była codzienna Msza Św., kiedy wspólnie z mężem trzymając się za ręce szliśmy do ołtarza, by karmić się Ciałem i Krwią Chrystusa. Aby jeszcze bardziej oddać cześć i szacunek Chrystusowi w czasie komunii pewnego dnia cała wspólnota zdjęła buty i tak, jak Mojżesz na boso podchodziliśmy, by przyjąć Pana do serc. Innym razem mogliśmy „poczuć” ciężar i odpowiedzialność kapłana biorąc do ręki ciężki kielich w czasie komunii. Nie sposób wszystkiego opisać, gdyż słowa i tak nie oddadzą osobistych przeżyć. Bożą obecność odczuwaliśmy cały czas poprzez osoby i poprzez niezwykłe doświadczenia, których było tak wiele. One zostawiały w sercach naszych radość, szczęście, głębokie wzruszenie do łez, oczyszczenie, umocnienie…  Bardzo często miałam w sercu uczucie cudownej bliskości Boga, ogromną wdzięczność i uwielbienie Go. Wśród wielu nabożeństw i modlitw głęboko zapadła mi w serce piękna i wzruszająca modlitwa małżonków, kiedy przepraszałam męża, dziękowałam i prosiłam w jego intencji. Wtedy czułam na policzkach nie tylko swoje łzy, gdyż byłam wtulona w ramię męża. W czasie nocnej adoracji, czyli audiencji u Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, mogliśmy być bardzo blisko we troje - ja, mąż i sam Bóg. Z monstrancji spoglądał na nas cichy i łagodny Baranek, a ponad ołtarzem- Jezus miłosierny z pięknego obrazu. Czułam w sobie przeogromne szczęście i miłość. Łzy oczyszczenia i szczęścia płynęły podczas sakramentu pojednania. Mimo, że byłam u spowiedzi przed rekolekcjami, potrzebowałam leku na swoje zniewolenia, dostałam kolejną szansę, a „Hymn o miłości” stał się moim mottem życiowym. W miejsce słowa „miłość” wstaw  swoje imię i żyj tak, jak głosi ten hymn…  Pięknym darem dla nas była msza i błogosławieństwo prymicyjne w zabytkowym kościółku. Umocnieniem i radością były także świadectwa na zakończenie rekolekcji, gdzie obficie polały się łzy. Mam także w pamięci niezwykłe dzieci, które z wielką prostotą pięknie się modliły i tęskniły za modlitwą, nawet tą przed i po posiłku. Jestem pełna podziwu i szacunku dla nich i ich młodych rodziców. Mogą być wzorem dla wielu… Kiedy dotykała nas prawdziwa „plaga” wirusowa, wspólnota jednoczyła się. Ze spokojem ufaliśmy, że Pan nas wyprowadzi z choroby i tak było. I jeszcze wspomnę o piosence „Oto są baranki młode”. Było moim ukrytym pragnieniem, by zaśpiewać ją całą choć raz, gdyż znałam tylko refren, a to właśnie ona została piosenką oazy i mogłam ją śpiewać do utraty tchu, z wielką radością i wdzięcznością. To był naprawdę czas błogosławiony.   Nasze wychodzenie, wędrowanie, czyli Exodus do Ziemi Obiecanej trwa całe życie, każdego dnia, w domu, wśród najbliższych, w szkole, w pracy, na ulicy, w naszych środowiskach, parafiach… Chrystus czeka, by Go zaprosić na tę życiową wędrówkę. On podaje swą dłoń i nigdy nie pozostawia nas samych, pomaga dźwigać nasze trudności, zniewolenia, a gdy jest z nami bardzo źle On bierze nas na swe ramiona, tuli do serca, umacnia, daje to, co nam potrzebne według Jego woli i prowadzi wreszcie do Domu Ojca. Bądź uwielbiony Boże w Trójcy Jedyny za dar naszego życiowego wędrowania i za wszystkich ludzi, których spotkaliśmy, spotykamy
i tych, których postawisz na naszej drodze życia…

Chwała Panu !

Ania i Jacek Grych z dziećmi Pawłem i Markiem

Częstochowa, 5 sierpnia 2009